Przechadzając się po Bydgoszczy napotkaliśmy ciekawą tablicę pamiątkową. Została ona poświęcona Jarome D. Salingerowi – amerykańskiemu pisarzowi, znanemu przede wszystkim z powieści „Buszujący w zbożu”.


Książka „Buszujący w zbożu” została opublikowana po raz pierwszy w 1951 roku. Niedługo po wydaniu stała się jedną z najbardziej napiętnowanych książek w Stanach Zjednoczonych. Książka budziła kontrowersje m.in. ze względu na poruszanie wątków związanych z seksualnością nieletnich oraz używanie wulgaryzmów przez głównego bohatera.

Książka znajduje się obecnie na liście lektur licealnych i szkół wyższych we wszystkich krajach anglojęzycznych. Przetłumaczona została na niemalże wszystkie ważniejsze języki świata. Szacuje się, że rocznie na świecie sprzedawanych jest około 250 tysięcy egzemplarzy Buszującego w zbożu, co daje około 65 milionów sprzedanych egzemplarzy od momentu wydania. Znalazła się na liście stu najlepszych książek wydanych w latach 1923-2005, którą to listę sporządził tygodnik Time.


 

Tablica została zamieszczona na jednym z zabytkowych budynków dawnej rzeźni miejskiej w 2012 roku dzięki staraniom Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy.

 

Dowiedziałem się z niej, że w 1937 roku pisarz odbywał praktyki w bydgoskiej rzeźni. Dlaczego robił to w Bydgoszczy? Postanowiłem zasięgnąć informacji.

 

Jak J.Salinger trafił do Bydgoszczy?

Moim pierwszym tropem było pochodzenie rodziny. Ród Salingerów wywodził się ze wsi Sudargi (dawniej leżącego w granicach Rzeczpospolitej, obecnie na Litwie). Dziadek pisarza wyemigrował do USA w 1881 roku i gdy urodził się Jarome, rodzinne więzi z dawną ojczyzną osłabiły się.

W 1936 roku Salinger zapisał się na studia na New York Univercity. Przerwał je po pierwszym semestrze, ponieważ z powodu złych ocen był pewien, że nie zaliczy pierwszego roku. Wydaje się, że ojciec nie miał z tego powodu pretensji. Miał nadzieję, że wciągnie go do pracy w branży importu sera i mięs i dlatego pod pretekstem nauki języka francuskiego i niemieckiego wysłał syna do Europy. Miał pracować jako tłumacz w Austrii i Polsce dla Oskara Robinsona. Był on jednym z najbogatszych Polaków w tamtym czasie, nazywano go „królem bekonu”. Jego interesy związane były również z Bydgoszczą. W Nakle nad Notecią posiadał przetwórnię, ale mięso pochodziło z bydgoskiej ubojni.

W okresie międzywojennym miejska rzeźnia w Bydgoszczy, z którą współpracował Robinson znana była z eksportu szynki, konserw i bekonu. Co ciekawe, na użytek zamieszkałej w Bydgoszczy społeczności żydowskiej w rzeźni dokonywano także uboju rytualnego zwierząt pod nadzorem rabina.

Tym sposobem, by lepiej poznać zawód, który zaplanował dla Jarome jego ojciec, młody Salinger na przełomie 1937 i 1938 roku trafił do Bydgoszczy.

Pobyt w Bydgoszczy

Zamieszkał tu w mieszkaniu gościnnym miejskiej rzeźni. W pracy codziennie miał do czynienia z trzodą chlewną, która opuszczała przetwórnię jako „puszkowana szynka piknikowa”. Ostatecznie Jarome Salinger nie został przedsiębiorcą. Nie dowiedziałem się niestety, czy podczas pobytu w Bydgoszczy uczył się języka polskiego oraz co sądził o naszym mieście.

Swój pobyt w Bydgoszczy podsumował słowami:

W wieku osiemnastu, dziewiętnastu lat, rok przesiedziałem w Europie… większość czasu w Wiedniu, choć musiałem też terminować w przetwórni szynek w Polsce… Ostatecznie na parę miesięcy wylądowałem w Bydgoszczy, gdzie mordowałem świnie i pchałem lory przez śnieg w towarzystwie grubego majstra, który nieustannie zabawiał mnie strzelaniem ze swej śrutówki do wróbli, do żarówek i do kolegów z pracy.

Salinger, podpis

 

 

W 1944 roku stwierdził, że starając się przybliżyć mu rodzinny biznes, rodzice zmusili go do „zarzynania świń w Polsce”.

Wizyta Salingera w Bydgoszczy przypadła na trudny dla Polski okres. W kraju panowało napięcie, czuć było zbliżające się zagrożenie…

 

Pomnik?

Znalazłem w internecie kilka artykułów z 2008 roku, w których opisano pomysł Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy postawienia w Bydgoszczy pomnika pisarza. Pomnik miał przedstawiać „idącą postać rozsuwającą dłońmi zboże, które co roku będzie siane”. Przyznam, że to nietypowy, ale bardzo ciekawy pomysł. Myślę, że gdyby został dobrze wykonany, mógłby być ozdobą jakiegoś miejsca w Bydgoszczy. Pytanie, czy naprawdę powinniśmy stawiać pomnik pisarzowi, tylko dlatego, że kilka miesięcy pracował w bydgoskiej rzeźni? Takie uzasadnienie wydaje mi się komiczne.